Zaloguj się

Czy opłaca się jeszcze uczyć języków obcych?

Czy opłaca się jeszcze uczyć języków obcych?

Czy wraz z rozwojem technologii nie będziemy już potrzebowali wykazywać się znajomością języka obcego? Może umiejętność tą zastąpi nam zwykły program lub aplikacja w naszym smartfonie? Czy dzięki nim będziemy w stanie pokonać wszystkie bariery językowe? Jak będzie wyglądała nauka języków obcych w przyszłości?

Podobne pytania zadaje sobie coraz więcej osób chcących w dzisiejszych czasach zacząć swoją przygodę z nowym językiem obcym. Dzięki rozwojowi narzędzi opartych o sztuczną inteligencję wydaje się, że w niedalekiej przyszłości nie będziemy potrzebowali posługiwać się biegle w danym języku, aby się w nim bez przeszkód porozumiewać. A może to już się dzieje?

Nauka języków obcych a translatory

Bez wątpienia ogromny wpływ na komunikację w językach obcych miał rozwój internetowych tłumaczy tzw. translatorów. Najpopularniejszym z nich jest obecnie Google Translate – zarówno pod względem funkcjonalności, jak i liczby dostępnych języków. Obecnie serwis ten obsługuje 103 języki, w tym nawet tak egzotyczne języki jak afrikaans, xhosa czy zulu

Najwięcej, bo ponad 90% zapytań wysyłanych do translatora Googla dotyczy tłumaczenia z angielskiego na język lokalny użytkownika lub odwrotnie. Dzieje się tak, dlatego że około 50% wszystkich treści w Internecie jest w języku angielskim, podczas gdy jedynie 20% internautów zna ten język. Ponad 90% ruchu pochodzi spoza USA, co jest prawdziwym ewenementem jeśli chodzi o usługi Googla. Co ciekawe, największą bazę użytkowników stanowi Brazylia, gdzie język angielski coraz śmielej przebija się do popkultury i mediów społecznościowych. 

Tłumaczenia Googla wydają się być coraz dokładniejsze, co przekłada się na bardziej przychylne oceny użytkowników i większe zaufanie do usługi. Firma wdrożyła nawet znacznik “sprawdzone przez społeczność”, dzięki któremu możemy mieć pewność, że otrzymaliśmy wielokrotnie zweryfikowany przez użytkowników przekład. Same tłumaczenia dzielone są przez Google na “wysokie” i “niskie”. Uznaje się, iż tłumaczenia “wysokie” jeszcze długo pozostaną domeną ludzi. Zaliczają się do nich między innymi negocjacje biznesowe, w których kluczowy jest kontekst danych sformułowań oraz rozmaite niuanse. Z kolei tłumaczenia “niskie”, takie jak fragmenty artykułów, maili czy pojedynczych zwrotów –  są w tej chwili już właściwie całkowicie domeną maszyn.

Warto przy tej okazji wspomnieć również o innych translatorach. Chociaż wydaje się, że Google zdominował ten rynek, to bardzo dużą bazę posiada również konkurencyjna wyszukiwarka firmy Microsoft, czyli Bing. Z jej rozwiązania korzysta m.in. Twitter, który umożliwia użytkownikom tłumaczenie tweetów na rodzimy język użytkownika. Przez długi czas z tego samego narzędzia korzystał również Facebook, który umożliwiał tłumaczenie postów napisanych w innnym języku. Kilka lat temu opatentował on jednak własne rozwiązanie, które obecnie stale ulepsza.  

Podróże bez znajomości języka

Smartfony dawno wyparły już rozmówki turystyczne czy podręczne słowniki. W tej chwili nie trzeba nawet wpisywać danej frazy do telefonu. Wystarczy skierować na nią aparat, a aplikacja w chwilę przetłumaczy ją na pożądany język. Translator od Googla obsługuje już też kilkadziesiąt języków głosowo. Dzięki temu możemy rozmawiać z osobami posługującymi się innym językiem, a nasz głos będzie po chwili tłumaczony. Google jest pionierem również w tzw. “odciskach głosowych”, dzięki którym głos wydobywający się z telefonu stara się jak najbardziej odwzorować ton głosu rozmówcy.

Translatory mają jednak również swoje wady. Większość z nich nie zbliża się nawet trochę do ludzkiego tłumaczenia oraz aby działać poprawnie wymagają bardzo dużych ilości danych. Nie radzą sobie również z kolokwializmami czy idiomami, na skutek czego nie nadają się przeważnie do tłumaczeń filmów czy muzyki. Kolejną kwestią jest brak wyczucia sensu tłumaczonego zdania, jego znaczenia emocjonalnego czy kulturowego. Dlatego też lokalne dialekty, sarkazm czy ironia są często gubione lub niepoprawnie interpretowane.

Tłumaczenia maszynowe mogą okazać się bardzo przydatne w podróży, tłumaczeniu poszczególnych słów czy zwrotów. Nie pozwolą jednak na budowanie i utrzymywanie relacji międzyludzkich, ponieważ brakuje im zwyczajnie elementu ludzkiego. Sama nauka języka pozostaje więc w dalszym ciągu bardzo ważnym aspektem. Aczkolwiek dobrze mieć przy sobie smartfona z translatorem, którym będziemy mogli posługiwać się w sytuacjach tego wymagających oraz podczas samej nauki języka. 

Nowoczesne podejście do nauki języka

Nauka języka w sposób tradycyjny powoli odchodzi do lamusa. Nowe technologie zdają się rozwiązywać wiele problemów, napotykanych przez kursantów podczas żmudnej nauki “na pamięć”. Jednym z usprawnień mogą okazać się aplikacje na smartfona, które stawiają głównie nacisk na naukę słówek. Rozwiązania takie jak Duolingo, Busuu czy rodzima Fiszkoteka są powszechnie znane i niewątpliwie skuteczne, jednak kluczowa w nauce z ich pomocą pozostaje systematyczność ucznia. Podstawowa wersja aplikacji z prostymi funkcjonalnościami jest zazwyczaj dostępna za darmo. Natomiast takie funkcjonalności jak filmy z native speakerem czy kompletne kursy językowe są już dodatkowo płatne i często nie należą do najtańszych.

Wykorzystywane w tych aplikacjach algorytmy, często oparte są o duże zbiory danych i sztuczną inteligencję, która pozwala zweryfikować z jakimi zagadnieniami uczeń ma największy problem i dopasować się do jego sposobu uczenia się. Może to robić np. poprzez wybór tematów związanych z zainteresowaniami ucznia. Dzięki temu materiał staje się łatwiej przyswajalny, a sam proces nauki   ciekawszy.

W tej chwili aplikacje do nauki języków obcych nie są jednak w stanie całkowicie zastąpić dobrego nauczyciela. Pomimo dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, programom tym wciąż brakuje kreatywności, spontaniczności i dzielenia się własnym doświadczeniem, jakimi cechują się nauczyciele. Dlatego też najlepszym rozwiązaniem wydaje się być korzystanie z aplikacji, ale jednocześnie uczęszczanie na odpowiedni kurs językowy.

Kolejnym pomysłem na usprawnienie nauki może być wykorzystanie podczas niej wirtualnej rzeczywistości. Funkcjonalność ta została zaproponowana przez aplikację Mondly VR. Dzięki niej możemy przenieść się do kraju, w którym używa się uczonego się przez nas języka i wypróbować tam jego znajomość załatwiając podstawowe sprawy, pytając się o drogę czy próbując nawiązać znajomość z lokalnymi mieszkańcami.

Czy nauczyciele językowi stracą pracę?

Możliwe, że w niedalekiej przyszłości nie będziemy potrzebowali pisemnej formy przedstawiania informacji, lecz dzięki technologiom przetwarzania mowy będziemy porozumiewali się z maszynami. Stworzy to również nowe możliwości komunikacyjne i usprawni wiele procesów, ale czy nauczyciele językowi mogą czuć się zagrożeni?

Póki co jest to mało prawdopodobne. Programy językowe wyręczą nas w wielu zadaniach, nie zastąpią jednak kontaktów międzyludzkich. Bliskość drugiego człowieka to coś, czego maszyna nie potrafi nam dać . Technologia nie pozbawi więc nauczycieli pracy, lecz przedefiniuje ich rolę. Algorytmy przejmą prawdopodobnie najbardziej żmudne zajęcia, z którymi zmagają się nauczyciele (tworzenie i sprawdzanie testów, nauka słówek, quizy, gry językowe), pozostawiając ich samych w roli doradców i organizatorów procesu uczenia.

Dlatego jeśli myślimy o nauce nowego języka lub polepszeniu znajomości języka już częściowo przez nas opanowanego, warto zapisać się na odpowiedni do tego celu kurs. Na altEd gromadzimy najważniejsze informacje dotyczące możliwości nauki języka obcego. Sprawdź oferty kursów językowych dostępne na naszej platformie i znajdź najlepsze zajęcia w swojej okolicy lub online.

Jesteś w trakcie kursu lub świeżo po jego ukończeniu? Zostaw swój komentarz i oceń go na altEd. Pomóż innym w wyborze najlepszej oferty!

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.